Jak to się stało, że zostałam dietetykiem

Kiedy byłam w ostatniej klasie liceum zdecydowałam, że będę zdawała maturę nie tylko z biologii, ale również z chemii, chociaż nigdy wcześniej tego nie planowałam. Pomimo faktu, że to biologia była moim ulubionym przedmiotem stwierdziłam, że przyda się do niej również chemia, bo w głębi serca myślałam o medycynie. Matura z biologii poszła mi nieźle, ale chemia dość słabo, dlatego szukałam kierunku studiów, gdzie wymagane były oba przedmioty. Złożyłam dokumenty między innymi na chemię, ochronę środowiska, biotechnologię i technologię żywności i żywienie człowieka. Sądząc, że dostałam się tylko na technologię żywności i żywienie człowieka wybrałam akurat te studia, chociaż kiedy podjęłam już decyzję okazało się, że dostałam się również na dwa inne kierunki, jednak nie chciałam już zmienić decyzji. Mimo wszystko totalnie nie miałam planów na to co będę robiła po wybranym kierunku. W czasie studiów pracowałam w sklepie z garniturami, a później jako kelnerka.

Pod koniec moich studiów inżynierskich spotkałam znajomego, który pracował w zakładzie karnym, w rozmowie zapytał co studiuję i po mojej odpowiedzi usłyszałam od niego „mogłabyś pracować u nas jako żywnościowiec”. Pomyślałam, że w sumie fajnie byłoby mieć stałą i stabilną pracę w zawodzie. Długo się nie zastanawiałam, tylko złożyłam aplikację, zdałam psychotesty oraz testy sprawnościowe i zostałam przyjęta do pracy.

Na początku pracy bardzo dużo się uczyłam, pracowałam w programie dietetycznym ustalając jadłospisy, były w nich również diety w różnych jednostkach chorobowych. W między czasie zaczęłam myśleć o kolejnych studiach, a że bardzo interesowała mnie medycyna, to zaczęłam szukać połączenia technologii żywności z medycyną i trafiłam na dietetykę. Od razu wiedziałam, że jest to coś, czym chciałabym się zajmować. Najpierw złożyłam dokumenty na uniwersytet przyrodniczy w Poznaniu, bo koleżanka chciała iść razem ze mną. Niestety było tam mnóstwo osób na jedno miejsce i się nie dostałam. Pracowałam od poniedziałku do piątku, więc szukałam studiów niestacjonarnych i jedyna opcja, która była najbliżej to Śląski Uniwersytet Medyczny z zajęciami w Bytomiu. Złożyłam tam swoje papiery, choć byłam prawie pewna, że mam raczej marne szanse na przyjęcie. Kiedy dostałam wiadomość, że zostałam przyjęta, byłam ogromnie zaskoczona i szczęśliwa… ale mimo tego pojawiły się obawy, czy powinnam pójść na te studia, ponieważ do Bytomia miałam prawie 200 kilometrów w jedną stronę. Oznaczało to, że w każdy weekend musiałabym tam nocować, a poważną przeszkodą były również ogromne koszty studiów, a ja przecież zarabiałam wtedy 1600 złotych miesięcznie na etacie. Bałam się też, że nie podołam z nauką. Przedstawiłam swoje obawy mojemu partnerowi Kubie, który jest obecnie moim mężem i pamiętam jak dziś naszą rozmowę. „Chcesz być dietetykiem?” – zapytał, na co ja odpowiedziałam -„bardzo!”, Jego słowa -„skoro chcesz to w życiu robić, to na pewno dasz ze wszystkim radę, IDŹ NA TE STUDIA” 🙂 to był bodziec, którego potrzebowałam. Dodatkowo otrzymałam wsparcie Mamy, która mocno mi kibicowała i również wspierała trochę finansowo, dlatego podjęłam decyzję, że idę na te studia. Wzięłam na nie pożyczkę, bo inaczej nie byłoby szans żebym je podjęła.

Czas studiów był bardzo trudnym okresem, ponieważ cały tydzień pracowałam i wstawałam o 5:30, a w soboty wstawałam o 3-ciej żeby dojechać do Bytomia i w zasadzie nie miałam kiedy odpocząć. Już podczas studiów postanowiłam otworzyć swój gabinet i pomału zaczynałam przyjmować pacjentów. Poza pracą na etacie przyjmowałam pacjentów, prowadziłam catering dietetyczny, który prowadzę do dzisiaj i studiowałam w każdy weekend. Gabinet pomału się rozwijał, a ja w międzyczasie skończyłam studia medyczne i wiedziałam, że mój czas w służbie więziennej dobiega końca, bo nie było to coś co chciałabym robić do końca życia. Bałam się postawić wtedy wszystko na jedną kartę, dlatego zmieniłam pracę na etacie i mając już doświadczenie, zostałam zatrudniona w innej firmie jako specjalista do spraw przetargów, bo tym również zajmowałam się w zakładzie karnym ( i nie tylko tym 🙂 ).

Byłam coraz bardziej zmęczona, bo ilość pacjentów w gabinecie zaczęła bardzo mocno wzrastać i wtedy okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam już na pewno, że to czas kiedy muszę z czegoś zrezygnować – albo praca na etacie albo swój gabinet… i wybrałam gabinet, ponieważ praca jako dietetyk daje mi ogromną satysfakcję. Dzięki pracy przy problemach klinicznych moich pacjentów nabrałam pewności, że nie skończyłam medycyny jako lekarz, bo moim powołaniem było zostać dietetykiem klinicznym. Nie zamieniłabym swojego zawodu na żaden inny, bo kocham pracę z ludźmi i jestem ogromnie szczęśliwa, że mogę Wam pomagać dbać o zdrowie – fizyczne jak i psychiczne 🙂

Podobne artykuły